cykl spotkania z ciekawymi kobietami

Mam plan:) Dziś inauguruję cykl spotkań z kobietami, które podziwiam, które są dla mnie wzorami i które naprawdę mają dużo mądrych rzeczy do powiedzenia.

Zaczynamy od Marii Pabich, dietetyka, kilkakrotnej mistrzyni Polski w biegach na orientację i bardzo dobrze zorganizowanej mamy. Maria swoimi pomysłami na zdrowe posiłki i super przepisami dzieli się na swojej stronie www.jakzdrowozyc.pl

o czym rozmawiamy?

  • oczywiście o zdrowym jedzeniu i jak może ono wpłynąć na odporność naszych dzieci
  • ulubione aktywności Marii u jej rodziny
  • co zrobić żeby dziecko jadło warzywa
  • BLW – od czego zacząć?
  • czy warto mówić do dziecka po angielsku (od maleńkości)?
  • i moje ulubione – jak sprawić, żeby rodzina zdrowo jadła, a jednocześnie nie spędzać całych dni w kuchni

Ania Ciszewska:  Poproszę jedną super poradę, jak sprawić, żeby rodzina zdrowo jadła, gdy nie chcemy spędzać całych dni w kuchni?  

Maria Pabich: Tutaj potrzebne są dwa aspekty, po pierwsze wyrzucenie z kuchni produktów, które nam szkodzą i zastąpienie ich prawdziwą, zdrową żywnością. Po drugie poznanie i zgromadzenie zdrowych i szybkich przepisów. Wtedy naturalnie sięgasz po zdrowe produkty i szykujesz zdrowe posiłki. Oczywiście na początku wymaga to większej uważności przy zakupach i wypróbowania wielu przepisów, ale po jakimś czasie takie gotowanie staje się zupełnie naturalne. Takimi szybkimi przepisami dzielę się na swojej stronie jakzdrowozyc.pl

Anna Ciszewska: Maria, jak myślisz o sobie, kim jesteś? Ja o Tobie myślę, że jesteś dietetykiem, mamą i sportowcem – zgadzasz się z tym?

Maria Pabich: Wiesz co, to jest w ogóle fajne pytanie. Wiesz, kiedyś o sobie tak myślałam w różnych kategoriach, a teraz odchodzę od tego i staram się nie przywiązywać do żadnych kategorii. Jeszcze 10 lat temu nie myślałam o sobie, że będę dietetykiem. Więc jestem otwarta i biorę to co życie przyniesie!

AC: Podobno nasze dzieci będą zmuszone 4-5 razy w życiu się przekwalifikować, będą zmieniały zawody – więc trzeba być otwartym!

MP: Dokładnie! Taka może być konieczność, więc trzeba mieć otwartą głowę! Ja się nastawiam na to, żeby się rozwijać! Na pewno jestem i będę mamą. Jeśli chodzi o sport, to mój styl życia, biegi na orientacją są i będą ze mną zawsze. Myślę o sporcie długofalowo, myślę, że do końca życia będę właśnie tak na „sportowo” żyła.

AC: Czyli można powiedzieć, że w Twoim życiu dominuje zdrowy styl życia, bo to jednocześnie przyjemność – hobby no i zarabiasz na tym. Mówi o tym sama nazwa Twoje witryny „jak zdrowo żyć”

MP: Ja w tym co robię zawodowo dzielę się swoimi prawdziwymi  przeżyciami. To nie jest jakaś wiedza książkowa, ze studiów czy kursów. Ja stosuję to wszystko w życiu, chcę być przykładem, dla mojej córki, dla mojego męża i wszystkich ludzi z którymi współpracuję. To nie jest teoria, naprawdę można tak żyć. 

AC: Tak w wielkim skrócie przybliżę, od czego się zaczęło Twoje dbanie o jedzenie. Twoja córka chorowała dużo w przedszkolu, a dzięki radykalnej zmianie diety wzmocniłaś jej odporność. Zgadza się?

MB: To było tak, że ona już w żłobku zaczęła chorować. Ja wtedy pracowałam w banku i Hania bardzo szybko poszła do żłobka, karmiłam ją tylko pół roku, byłam wtedy bardzo nieświadoma różnych rzeczy. Odżywianie w tym jej pierwszym roku życia było bardzo kiepskie…w sensie, że było zgodnie z normami, a teraz na pewno bym to inaczej zrobiła. Te pierwsze infekcje, katary bardzo szybko się nam to przerodziło w zapalenia płuc, zapalenia oskrzeli. I rzeczywiście było tak, że ona więcej była wtedy w domu, niż do żłobka chodziła.Niestety w roku 2012 (urodziła się w 2011) dwa razy z Hanią trafiliśmy do szpitala, z zapaleniem płuc. Pomoc lekarzy ograniczała się do wypisywania recept – antybiotyki, inhalacje, sterydy, nikt nam o diecie nie powiedział ani słowa, nie zapytał się nawet o to. 

AC: Czyli żaden lekarz nie doradzał Wam zadbania o wzmocnienie odporności, przez dietę i ruch na świeżym powietrzu?

MP: Zupełnie nikt. Po prostu cała lista leków, psikaczy do nosa, do gardła. I ja wtedy zaczęłam szukać na własną rękę. Zupełnie przypadkiem, w mojej pracy mieliśmy wykład dietetyka, (teraz nawet nie pamiętam jak się ta Pani nazywała), taka fajna dziewczyna, świetnie o tym opowiadała. I ja z nią wtedy nawiązałam kontakt i poprosiłam o rekomendację 3 książek, od których mogę zacząć zdobywać wiedzę na temat zdrowej diety. Gdy przeczytałam pierwszą, nie zjadłam mięsa już nigdy. To już prawie 7 lat!!! Ta jedna książka zmieniła wszystko. Od tamtej pory zaczęłam się bardzo interesować tym, jak to co jemy wpływa na nas, czytałam, szkoliłam się i testowałam wszystko na sobie. I tak stałam się tym kim jestem.Równolegle, byłam po raz drugi z Hanią w szpitalu z podejrzeniem astmy dziecięcej. Postanowiłam wypisać ją stamtąd, zmieniłam lekarza – poszukałam takiego, który nie przepisuje od razu antybiotyków. To nie jest tak, że od razu przestała chorować. Na początku przestała brać leki, choć zdarzały się nam infekcje.

AC: A trafiłaś w swoim życiu na lekarzy którzy bardziej holistycznie podchodzą do zdrowia pacjentów? Ja trafiłam na jednego takiego lekarza, który przed badaniem zrobił ze mną 40 minutowy wywiad i dopiero potem spytał się z czym przychodzę! I to był lekarz w przychodni, tu we Wrocławiu!

MP: No niestety, niewielu jest takich lekarzy. Gdy Hania była mała, w przychodni na wizytę przypadało 15 minut, były kolejki, więc sama wiesz jak to mogło wyglądać. Ale namawiam rodziców do tego, żeby pytać i rozmawiać z lekarzem. Trafiłam kiedyś na badania, które mówią, że jeśli rodzic nie chce antybiotyku, lekarz mu go nie przepisze w 60% przypadków, tylko zastosuje inną terapię. Nieświadomy rodzic natomiast, prawie zawsze wyjdzie z tą receptą na antybiotyk, bo jest to dla lekarza bezpieczniejsza opcja!

AC: A teraz pytanie, które mi przyszło do głowy gdy o Tobie pomyślałam – czy pozwalasz swojej córce bawić się jedzeniem? Co sądzisz o BLW?

MP: Oczywiście w tym pierwszym etapie, doświadczanie jedzenia poprzez zabawę to wstęp do nauki jedzenia dla dzieci. Próbowanie, branie do ręki, lizanie, przez  taką zabawę każde dziecko musi przejść! Ja niestety nie wprowadzałam nowych pokarmów mojej córce Hani metodą BLW, ale teraz pewnie bym tak zrobiła.Polecam metodę BLW rodzicom, bo dzieci bardzo lubią wiedzieć co jedzą. Nawet teraz bardzo często jemy posiłki, które wyglądają jak BLW. Czyli kroję wszystkie warzywa. które mam, na przykład pomidora, kalarepkę i ogórka i wiem, że Hania chętnie je zje, bo są oddzielnie. Dzieci bardzo lubią wiedzieć co jedzą. A gdy mają warzywa (nawet te co lubią) zmieszane w sałatce, niekoniecznie, chcą je jeść, bo wtedy się czują się niepewnie, bo nie wiedzą co tam dokładnie jest! 

AC: A co byś poleciła rodzicom wprowadzającym nowe pokarmy metodą BLW?

MP: To chyba jedyny moment w życiu, gdy polecam sięganie po warzywa bio. Normalnie zawsze powtarzam, że wszystkie warzywa są dla nas dobre, te z supermarketu też. Jeśli kogoś stać, żeby całą rodzinę karmić bio warzywami – super, ale jeśli ktoś nie może sobie na nie pozwolić, albo po prostu nie ma do nich dostępu bo mieszka w małym mieście, niech je kupuje gdziekolwiek. Gdy mamy do czynienia z malutkim dzieckiem, warto się pokusić o ekologiczną marchewkę, czy jabłko. A od czego zacząć, to myślę, że warto zadbać o bezpieczeństwo, odpowiednio pokroić – a co będzie jadło, co wybierze – w tym warto zaufać dziecku. No i rodzicu, dokształć się też chociaż trochę w tym temacie, poczytaj zanim się zaczniesz stosować BLW.  

AC: A jak sprawić, żeby dzieci jadły warzywa i owoce – masz na to jeden prosty sposób? 

MP: To jest temat rzeka, mogłabym tutaj godzinami opowiadać. Moja krótka rada brzmi: to my rodzice powinniśmy wziąć odpowiedzialność, za to co dziecko je. Bardzo często zgłaszają się do mnie rodzice, którzy mówią moje dziecko tego nie lubi, moje dziecko jest takie, siakie, owakie – i w ogóle nie patrzą na siebie. A jeśli Twoje dziecko je tylko chleb z dżemem i zupę pomidorową – to znaczy, że Ty mu na to pozwoliłeś. Przecież dziecko nie chodzi do sklepu i nie kupuje tych rzeczy!Jeśli weźmiemy odpowiedzialność za jedzenie dziecka na siebie i będziemy konsekwentnie na pewne rzeczy pozwalać, a na pewne nie – no to dziecko też pójdzie za tym. Dzieci lubią sztywne zasady, lubią wiedzieć co wolno, co nie wolno i testują sobie te granice. Jeśli rodzic kilka razy ulegnie, to dziecko dowie się, że gdy będzie krzyczało i się awanturowało, to w końcu dostanie tę swoją kanapkę z dżemem, nutellą czy parówkę zamiast warzyw.Rodzice są bardzo świadomi tego, że dziecko ma zapiąć pasy w samochodzie – choćby ryczało i tak musi zapiąć pasy. Taka analogia.No i my rodzice musimy dawać dobry przykład! Jeśli rodzice jedzą pizze z piwkiem, a dziecko ma mieć świadomość zdrowego jedzenie i zajadać warzywa – tak to nie działa. 

AC: Zgadzam się, ja mam też taką zasadę, że dzieci zawsze muszą spróbować tego co przygotowałam, tego co stoi na stole. Bo gdzieś przeczytałam, że gdy spróbujesz 10 razy, to się przekonujesz do tego smaku. I nawet gdy dziecko mi mówi, ze jest pewne, że nie lubi, nakładam mu minimalną porcję, do przetestowania jak dziś smakuje, do czego jest ten smak podobny…

MP: Bardzo dobra zasada. Super. 

AC: Lubisz bawić ze swoją córką? W co najbardziej?

MP: Najbardziej lubimy grać w planszówki, zaczęliśmy gdy Hania miała 5 lat, od super farmera i eurobiznesu po polsku, teraz gramy w Osadników z Catanu. A najwcześniej to puzzle i różnego rodzaju memory. W tę zimę ułożyliśmy puzzle z 2000 kawałków, to trwało 2 miesiące!Uwielbiam też patrzeć jak dzieci coś tworzą budują z klocków, rysują, malują. Dla mojej Hani najlepsza zabawa to przygotowywanie, szykowanie czegoś – na przykład przyjęcia w domu – te wszystkie talerzyki, baloniki, zaproszenia specjalny wystrój pokoju…

AC: A miewasz chwile, gdy w ogóle Ci się nie chce bawić z dzieckiem? Co wtedy robisz, co mówisz córce?

MP: No jasne, że miewam, chyba każdy miewa. Czasem się zdarza rzeczywiście. Staram się mieć uważność na swoje samopoczucie i potrzeby, na przykład gdy jestem wyjątkowo zmęczona lub chora, no to proponuję jej, że razem obejrzymy jakąś bajkę. Kładziemy się wtedy razem, przytulamy i oglądamy, gadamy przy okazji, nie chcę, żeby Hania została wtedy sama. Nie chcę, żeby dostała komunikat “ja jestem zmęczona, więc zajmij się sobą”. Chociaż taka samodzielna zabawa też jest bardzo ważna. 

AC: Pewnie, samodzielna zabawa jest niezbędna dla dzieci, do ćwiczenia samowystarczalności, koncentracji czy świadomości swoich potrzeb. Umiejętność zajęcia się samym sobą sprzyja uważności na swoje potrzeby, wtedy dziecko robi dokładnie to co chce, rozwija swoją samodzielność i wyobraźnię.

AC: A w co najbardziej lubi się bawić Twoja córka?

MP: Hania najbardziej lubi być na placu zabaw z koleżankami. Tam są tylko 2 huśtawki i zjeżdżalnia, więc nie wiem dokładnie co one tam robią. Jakieś domy budują, karmią konie (bo Hania teraz bardzo polubiła jazdę konną). Hania w ogóle ma bardzo bogatą wyobraźnię, na przykład jak idziemy do szkoły to po drodze jest i błoto i żyrafy :). Ale teraz widzę, że najchętniej spędza czas z koleżankami, jeśli ma wybór to woli z nimi spędzać czas niż ze mną… 

AC: Jaki jest Twój najlepszy sposób spędzania czasu z rodziną? Ja bardzo dobrze pamiętam, jak napisałam posta o tym, że sobota i rodzinnie sprzątamy, a Ty na skomentowałaś:”W  sobotę? Nie szkoda Wam czasu? W sobotę się wyjeżdża, uprawia sport”.

MP: No tak, my tak mamy, że sobota to ruch. Najbardziej kochamy podróże. Jest wtedy mniej obowiązków domowych, możemy rozmawiać, nie trzeba gotować, prać itd. Bardzo często też razem wyjeżdżamy na biegi na orientację, Hania już sama biega, swoje trasy dla odpowiedniego przedziału wiekowego (to najmłodsza kategoria dla dzieci do 10 lat). Szczególnie lubi jak jej dobrze pójdzie i wygra, albo gdy jadą jej koleżanki. Jak jest taki wyjazd, gdy jadą sami dorośli, wtedy najchętniej zostaje z babcią. Hania potrzebuje różnorodności, zawsze staramy się uwzględnić jej potrzeby planując wyjazdy.

AC: Macie jakieś rodzinne rytuały, przyzwyczajenia, które budują Waszą rodzinę? 

MP: Mamy rytuał wieczornego czytania, czytamy na przemian – raz mama raz tata. Jesteśmy z nią wtedy w pokoju, rozmawiamy, dopóki nie zaśnie. Takim rytuałem są też planszówki, no i nasze wyjazdy, wspólne podróże. Staramy się wyjechać raz w roku tylko w trójkę, żeby naprawdę pobyć razem. Najchętniej wtedy chodzimy po górach i bardzo dużo rozmawiamy (żeby dziecko przeszło 15 km po górach, trzeba je dobrze zagadywać).

AC: Wiem, że Twój mąż od urodzenia Waszej córki rozmawia z nią tylko po angielsku, jak teraz z perspektywy czasu patrzysz na tę decyzję? Są tylko plusy? Hania świetnie mówi/pisze/rozumie po angielsku?

MP: Moim zdaniem nie ma żadnych minusów rozmawiania z dzieckiem po angielsku. Bo i ta osoba, która mówi bardzo dużo się uczy, bo mówi bardzo płynnie. Hania wszystko doskonale rozumie – najczęściej wszystko oglądamy po angielsku, czasami Hania mówi „Tata włącz napisy po polsku, bo mama nic nie zrozumie”. Chociaż powiem szczerze, że nawet mnie teraz napisy nie są jakoś szczególnie potrzebne. Z mówieniem jest gorzej, bo Hania nie mówi, bo nie ma takiej potrzeby, bo wie, że tata ją doskonale rozumie. Tu jest tak, że Tomek mówi po angielsku, a Hania odpowiada po polsku. Zdarza się, gdy wyjadę na weekend, że gdy wracam, od razu widzę, że Hania trochę więcej mówi po angielsku. Gdy była mała mieszała języki, wybierała krótsze słowa, odmieniała angielskie wyrazy. Baliśmy się co będzie w szkole – ale nie było żadnego problemu.Nigdy jej nie zmuszaliśmy do mówienia po angielsku, teraz jak gdzieś wyjeżdżamy za granicę, to bez problemu jest się w stanie dogadać i chętnie mówi. Na Węgrzech, gdy byliśmy ostatnio na zawodach, biegła sama trasę i potrafiła się dogadać, spytać o drogę i bawiła się z dziećmi na mecie.Teraz przyszedł czas na naukę pisania op angielsku. 

AC: Jaki jest Twój najbliższy projekt, co planujesz zawodowo?

MP: Dobre pytanie, ja przeszłam przez takie różne drobne poradniki, mam też takie większe kursy nagrane, ale to są takie materiały, za które ktoś płaci i ściąga i korzysta sam, ja już nie mam na to wpływu.To co teraz planuję, pójść bardziej w taką stronę, że będę uczestniczyła w tym procesie zmiany żywienia. Czyli prowadzę tę osobę od początku do końca. To będzie wtedy taka dłuższa indywidualna współpraca, 3 lub 6 miesięczna w zależności od potrzeby, problemu i ja będę cały czas blisko – będę nadzorowała, podpowiadała, motywowała i inspirowała. Żeby ta osoba wchodząc w tę współpracę, wiedziała że jej się uda. Bo często się zdarza, że ktoś kupuje jakiś poradnik, ale nawet nie czyta do końca i nic w jego życiu się nie zmienia. Teraz będę monitorowała postępy, bo wiem, że są tacy ludzie, którzy potrzebują motywowania, kontrolowania, telefonów co dwa tygodnie itd.

AC: Czyli taki dietetyko – trener – coach!

MP: Nawet szerzej! Od jakiegoś czasu z kilkoma osobami tak pracuję i czasami jest tak, że przychodzą do mnie osoby, które chcą rozmawiać o odżywianiu, ale okazuje się, że dopóki nie zmienią czegoś więcej, stylu życia – żeby było mniej stresu, a więcej czasu na relaks, nie są aktywni sportowa – to samo odżywianie niewiele zmienia. 

AC: Na koniec poproszę o rekomendację ponadczasowej książki dla dzieci. Jaką pozycję byś wybrała do domowej biblioteczki w każdym domu?

MP: Trudne pytanie… to chyba byłby “Kubuś Puchatek”. Mieliśmy kiedyś taką książkę polsko-angielską no i czytaliśmy ją co najmniej 10 razy. Ja po polsku, Tomek po angielsku. Bardzo się Hani podobała, ten świat zbudowany w magicznym lesie no i sam Kubuś. 

Może Ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *