Wiosenne słońce wlewa się przez okna, śniadanie zaraz gotowe i wszyscy się rozejdą do szkół/ przedszkoli/ pracy. Tempo wzrasta, ubieramy się, gdy naglę… „Mamo ja chcę iść do przedszkola w krótkich spodenkach i krótkim rękawku”. Na zewnątrz temperatura koło 5 stopni, wiosenne słońce zwodzi mojego 6-letniego syna.

– Nie możesz iść w krótkich spodenkach, bo teraz jest zimno na dworze, zmarzniesz.

– Nie? To ja nie idę do przedszkola! Nigdy mi na nic nie pozwalasz!

Z tymi słowami wbiega na schody i zatrzaskuje drzwi do swojego pokoju.

Zegar tyka, pozostali już gotowi do wyjścia, a mój syn, postanowił, że wszyscy się dziś spóźnimy… Co tu zrobić?

– Gutek – wszyscy są gotowi – wychodzimy, chodź, bo zaraz się spóźnimy. 

– Nie idę.

– Gutek złaź na dół, idziesz! 

– Nie.

Taa wymiana zdań może trwać bardzo długo. Na co rano czasu nie ma, krew zaczyna się burzyć, mózg „gadzi” zaczyna dominować nad tą racjonalną częścią, wkurzona wbiegam do pokoju i wrzeszczę! „Ubieraj się natychmiast, przez Ciebie wszyscy się spóźnią! Jak zaraz nie będziesz na dole, wieczorem nie obejrzysz bajki!”

Kurcze… W głowie pojawia się refleksja, że przecież miałam nie karać, że kary są złe, wpływają demotywująco. Osłabiają relacje, uczą, że silniejszy wygrywa…

Jak tu z tego wybrnąć? Zanim zdążyłam się wycofać, zanim spróbowałam się dogadać z synem, on wkurzony, mały gniewny – wstał z łóżka i zrobił dokładnie to co miał zrobić…

A ja zostałam z tym dyskomfortem, złymi emocjami i żalem do siebie, że nie opanowałam złości.

Jak można było inaczej zareagować? Na spokojnie przyszło mi oczywiście mnóstwo pomysłów:

  1. propozycja zanim się rozzłości: Teraz jest zimno, ale gdy po południu będzie ciepło będziesz mógł założyć krótkie spodenki.
  2. rodem z NVC: “Widzę, że jest Ci przykro i jesteś zdenerwowany, bo się nie zgodziłam, żebyś wyszedł z domu w krótkich spodenkach” Teraz Gu powinien usiąść mi na kolanach o pociągając nosem powiedzieć „tak”. A potem powinien powiedzieć „to jak wrócę z przedszkola i będzie ciepło, będę mógł pobawić się na dworze w krótkich spodenkach?” Ale u nas to nie działa, bo jego złość potrzebuje ujścia, a moja akceptacja tej emocji nie powoduje tego…
  3. polubowne rozwiązanie: “Hej, a może założysz te spodnie dresowe, które możesz podciągnąć, gdy Ci będzie gorąco?”

Do wszystkich tych dróg potrzeba czasu – na ochłonięcie rodzica i dziecka. 10 minut – które jak wiadomo rano są na wagę złota… To może tak:

  • Zamieniam się w potwora i krzyczę – modulując głos: „Szukam dzieci, które chcą iść do przedszkola w krótkich spodenkach…Uwielbiam kąsać gołe łydki! Czy jakieś tu się znajdzie? Zaraz go poszukam…jest! Mniam – to najsmaczniejsza goła łydka jaką jadłem…”. To preludium do nawiązania dobrego kontaktu, na dłuższą zabawę w potwora można się umówić z dzieckiem po południu…

Myślę sobie, że szukanie innych rozwiązań niż karanie, musi wejść w krew. I że pewnie jeszcze trochę mi zajmie dochodzenie do tego rodzaju świadomego rodzicielstwa, w którym złość mnie nie dopadnie i pomysły same wskoczą do głowy… A Wy? Jak sobie radzicie w takich sytuacjach?

Może Ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *