Czy warto uczyć dzieci czytać metodą Domana?

Nauka czytania metodą Glenna Domana wzbudza kontrowersje. Sposób nauki, opracowany przez Domana ponad 30 lat temu dla osób z uszkodzeniem mózgu, jest teraz wykorzystywany przez rodziców na całym świecie do wspomagania nauki czytania, matematyki czy języków obcych.

 

Metoda ta bazuje na czytaniu globalnym, czyli fotograficznym zapamiętywaniu kształtów wyrazów i liter i kojarzeniu ich z dźwiękiem. Mózg dziecka jest niesamowitym komputerem i przy regularnym pokazywaniu i artykułowaniu wyrazów, jest w stanie przypisać dźwięk do litery. Nauczy się również tego, że w różnym otoczeniu ta litera może inaczej brzmieć. To w bardzo wielkim skrócie.

 

czy warto uczyć dziecko czytać metodą Domana?

Przetestowałam, sprawdziłam, czytałam z malutką córką (od około 1 roku do 2 lat) i myślę że… najważniejsze jest to, czy Twoje dziecko ma już wewnętrzną gotowość i ciekawość do takiej zabawy. Jeśli jesteś rodzicem, który spędza z maluchem całe dnie, lubisz się z nim bawić i jesteś pozytywnie nastawiony do nauki, a przede wszystkim uwierzysz w tę metodę – WARTO.

Natomiast jeśli jesteś rodzicem, który pracuje i wychowuje dziecko, a ilość czasu jaki spędzacie razem, nie jest duża, wtedy ten Wasz wspólny czas przeznaczyłabym na inne zabawy i po prostu bycie razem (zajrzyj tu: jak wspierać rozwój malucha, gdy jesteś pracującym rodzicem i masz mało czasu).

 

Podstawowe zasady nauki:

 

Zacznijcie bawić się w czytanie, gdy maluch ma już wewnętrzną gotowość, ciekawość i motywację. Czyli wykazuje już zainteresowanie słowem pisanym, literami a przede wszystkim rozumie je (jest w stanie skojarzyć dźwięk/ obraz z rzeczywistą rzeczą). Doman pisze, że można już uczyć dzieci w wieku 3 miesięcy – dla mnie to o wiele za wcześnie, maluchy mają wtedy inne ważne rozwojowe umiejętności do zdobycia. Według mnie najlepszy czas na rozpoczęcie nauki metodą Domana to 2-3 lata.

 

 

Najważniejszy punkt jaki warto sobie w głowie zakodować i trzymać się go z całych sił – to ma być ZABAWA a nie nauka! Przyjemność dla dziecka i rodzica, to nie może być przykry obowiązek (dla Was też – bo Wasze emocje bardzo łatwo są odczytywane przez dzieci, nawet te nie werbalizowane).

 

Ja  zrobiłam z tej nauki RYTUAŁ – żeby sprawić sobie i córeczce przyjemność. Kawka (dla małej inka) :), muza spokojna, wygodne miejsce do siedzenia dla nas obu i ATMOSFERA – radośnie i miło ma być, całujemy malucha przed, po i przytulamy, gratulujemy mu cierpliwości, pytamy czy się podobało…

 

SYSTEMATYCZNOŚĆ – to kolejne słowo klucz. Bo bez systematyczności nic nie zdziałamy. Wiadomo, że nie targałam całego, ciężkiego zestawu na wyjazdy. Albo gdy chorowaliśmy, albo byłyśmy niewyspane. Odpuściłam też naukę w weekendy – wtedy za dużo się działo w domu, żeby maluch był zainteresowany czytaniem ze mną.

 

KOŃCZYMY, ZANIM MALUCH OKAŻE ZNUDZENIE – to chyba najtrudniejsze, ale najważniejsza ze wszystkich zasad. Bo mamy w głowie plan 5 plansz x 3 sesje – no i co jak córa odwraca wzrok po pierwszych 2? Bacznie trzeba obserwować i starać się podążyć za dzieckiem (mnie było z tym ciężko, bo lubię kończyć to co zaczęłam). Ale ten punkt, to absolutna podstawa – więc jeśli zaczniecie zabawę, a maluch nie wykazuje zainteresowania, składamy plansze bez rozczarowania. Czekamy na lepszy moment, humor, koncentrację.

 

Jak zrobić karty i jak wygląda nauka?

 

Karty do nauki czytania metodą Domana zakupiłam – bo stwierdziłam, że z robieniem ich jest za dużo pracy i czasu. Jak je zrobić? Najważniejsze, żeby font na kartach był odpowiedniej wielkości – 8 cm, a karty powinny mieć około 10×60 (tu bym nie była mega restrykcyjna, wyrazy mają różne długości, ekonomiczne wykorzystanie papieru przede wszystkim). Piszemy kontrastowym mazakiem (czerwony/ czarny) prostym, bezszeryfowym fontem, rozróżniając małe i duże litery.

Starszym dzieciom można pisać wyrazy na kartkach A4, mniejszym fontem – ich wzrok jest już na tyle rozwinięty, że nie będą miały problemu z zobaczeniem ich. Warto przyłożyć się do pisania – czytelności i powtarzalności kształtu liter.

 

W metodzie Domana (na planszach), naukę zaczynamy od imion domowników i prostych rzeczowników, jakie dziecko ma w otoczeniu (zna). Po kilku tygodniach przechodzimy do etapu 2 – czyli wyrażeń dwuwyrazowych. Etap 3 to nauka prostych zdań. Potem przychodzi czas na książeczki – odpowiednio dobrane, albo samodzielnie zrealizowane. Plansze pokazujemy 3 razy dziennie po 5 sztuk – lub częściej (jeśli dziecko chce oczywiście). Czytamy szybko, wyraźnie – ja dla zabawy modulowałam głos, żeby utrzymać zainteresowanie i ciekawość małej.

 

Dla starszych dzieci (powyżej 3 roku życia) lepiej wykorzystać książeczki – z prostymi obrazkami i podpisami (ważny tu jest wybór: mało tekstu, najlepiej same podpisy pod obrazkami no i czcionka ma być duża, bezszeryfowa). Czytamy wspólnie – wskazując artykułowany wyraz palcem. Zabawa w czytanie może się odbywać wszędzie, na spacerze – czytamy billboardy, plakaty, pojedyncze słowa w czasopismach,  można pisać wyrazy na tablecie/ komputerze.

 

Warto połączyć zabawę w czytanie z zabawami ruchowymi, muzycznymi czy plastycznymi. Dzięki temu wspomagamy proces zapamiętywania (współdziałanie różnych zmysłów, stymulują pracę prawej półkuli). Zabawy rozluźniające dobrze wspierają proces przetwarzania informacji w mózgu, prawa półkula najlepiej działa w sytuacji bezstresowej. A mózg malucha najlepiej przyswaja informacje, gdy dziecko samo się czymś zainteresuje.

 

Jak oceniam skuteczność tej metody?

Na tym etapie jeszcze nie widzę fantastycznych efektów, bo mała mówi, ale jeszcze nie wszystko. Czasami „czyta” wyraz głośno, ale też nie jestem w stanie stwierdzić, czy rozróżnia już poszczególne litery czy kształt wyrazu. Przede wszystkim nie chce już oglądać plansz, woli książeczki, więc Domana ćwiczymy o wiele rzadziej. Z perspektywy tego roku ćwiczeń wiem, że chodzi o samą postawę – pokazywanie wyrazów, radość i przyjemność z czytania – czyli kreowanie pozytywnego nastawienia do słowa pisanego.

 

To w dużym skrócie, jeśli macie jeszcze jakieś pytania, dajcie znać w komentarzach, chętnie na nie odpowiem.

 
 

4 thoughts on “Czy warto uczyć dzieci czytać metodą Domana?

  1. Mądry Bobas says:

    My bawimy się metodą Domana, odkąd córka miała 3 miesiące, efekty są: nasza dwulatka czyta słowa, których wcześniej nie widziała, bez kłopotu od dawna wybiera słowa, które widziała – podpisuje wyrazami obrazki, przedmioty, zabawki. Jednym słowem polecam gorąco. To prawda, że trzeba chcieć, wierzyć i lubić spędzać czas z dzieckiem. Co do drugiej części, że gdy czasu jest mało niekoniecznie warto – nie zgadzam się absolutnie. Jedna sesja z kartami metodą Domana trwa kilka sekund, trzy takie sesje to nie więcej niż minuta dziennie, można się przy tym nieźle powygłupiać – wiem z doświadczenia. A i 3 sesji nie trzeba robić, jeśli ktoś ma mniej czasu, nawet przy jednej jego dziecko nauczy się czytać tylko nieco wolniej 😉 Polecam, więc zabawy metodą Domana jak najbardziej! i Zapraszam też do nas 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *